środa, 6 maja 2015

PROLOG część 1

Słońce kończyło już swoją codzienną wędrówkę nad Paryżem i w towarzystwie klarownie rozciagniętych po brzoskwiniowym niebie białych obłoczków poczęło chować się za budynkami Zespołu Szkół Kadic. Tylko ostanie promienie zawirowały wesoło i tanecznym krokiem niczym psotne chochliki spoczęły na trawie. Wieczór to chwila wytchnienia dla murów Kadic, rankiem na dziedziniec znów przyjdą chmary uczniów. Zewsząd będą dobiegać rozmowy i śmiech. Tymczasem nastał spokój, ale niestety nie dla wszystkich.  Pewna różowowłosa dziewczyna stała przed oknem swojego pokoju i z utęsknieniem patrzyła w głąb parku, a w jej głowie kłębiły się setki myśli. Jutro mija rok odkąd wyłączyli Superkomputer, jutro mija rok odkąd pokonali XANĘ i mija rok od śmierci jej ojca... Przymknęła na chwilę oczy, żeby zahamować łzy, nie chciała teraz płakać. Odwróciła się napięcie i postawiła kilka kroków w stronę drzwi chcąc jak najszybciej wyjść z pokoju i już miała wyciągnąć rękę żeby położyć ją na klamkę, kiedy ktoś otworzył drzwi z drugiej strony. Jeszcze zanim ujrzała sylwetkę gościa wiedziała,  dokładnie, kto przyszedł.  Jeremy. Ciekawe skąd zawsze wiedział kiedy go potrzebuje. Może wgrał jej jakiś program, na podstawie którego potem odczytuje jak obecnie się czuje za pomocną swojego komputera? To było by do niego
podobne. Niemniej jednak bardzo ucieszyła się na widok przyjaciela w drzwiach.
- Wy...wybierasz się gdzieś? - Wyjakał niepewnie.
- Miałam właśnie do Ciebie zajrzeć. - Odpowiedziała Aelita jak zwykle słodziutkim głosikiem i obniżyła chłopaka ciepłym uśmiechem. - Proszę wejdź.
Znali się już tak długo, a Jeremy cały czas zachowywał dystans. Czekał na pozwolenie, żeby wejść do pokoju, nad każdym zdaniem myślał dwa razy zanim je wypowiedział. Nie wiadomo czy był bardziej gentlemanem czy poprostu sierotą w kontaktach z dziewczynami( Nawet tych, a właściwie zwłaszcza tych, które sam sobie zmaterizował). Usiedli na łóżku.
- Trzymasz się? - powiedział szybko Jeremy. To pytanie nie było jakoś szczególnie rozbudowane, ale Aelita dokładnie zrozumiała o co mu chodzi.
- Jak mam być szczera...-Teraz ona zaczęła się jąkać. (Czy oni do diaska nie mogą normalnie porozmawiać?!)-... Ostatnio dużo myślę o tym wszystkim.
- Hm. To normalne. Przeżyłaś znacznie więcej niż my wszyscy.
- Czasem mam ochotę tam wrócić... Tak na zawsze.- powiedziała(, a mina Einsteina zdawała się mówić "Że co k**wa!? " , ale oczywiście nie powiedział tego- był gentlemanem, już to ustalilismy)
- Co ty znowu wygadujesz?'
- Szkoła się kiedyś skończy. Co wy później ze mną zrobicie?
- Już Ci, przecież mówiłem...
-... Ale ja nie chcę być obciążeniem dla Ciebie i twoich rodziców.
- Spokojnie, nie będziesz - powiedział i chwycił ją za rękę.( Brawo! W końcu!) Nie powiedziała mu jeszcze najważniejszego... Nie teraz, jeszcze nie teraz. Siedzieli tak długo i namiętnie toczyli dyskusję na temat Lyoko, szkoły i fizyki kwantowej, zanim Jim  nie wygonił Einsteina do swojego pokoju.

Następnego ranka do pokoju Aelity wyparował Odd, kiedy ta rozczesywała swoją bujną czupryne.
- A księżniczka jeszcze nie gotowa? - Wykrzyczał że śmiechem na cały głos. Chyba od tych nagłych napaści Odda wolała już ciche składanie Jeremiego, ale to nie był powód, żeby się nie uśmiechnąć.
- Część Odd, już wychodzę!
W sumie to tylko ich trójka nadal trzymała się razem. Youmi była zbyt zajęta egzamnami, stwierdziła, że skoro nie ma już Lyoko to musi zająć się swoją przyszłością. Co prawda czasem zaczepili ją na korytarzu i zamienili kilka zdań, ale to nie to samo. Urlich zajął się sportem "ekstremalnym" i na tym polu teraz rywalizuje z Williamem. Chociaż nie zmieniło się to, że oboje nadal wzdychają do Youmi, tylko w trochę bardziej "zdrowy sposób". Co musi się stać, żeby wszyscy znów stali się paczką?

_________________________________________________________________________________

kontakt, współpraca więcej o ekipie bloga ->


 "Interpretuj to jak chesz"

następny rozdział ->

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz